Animcowe podsumowanie miesiąca: marzec

To moje pierwsze takie zestawienie, soł... Tak naprawdę nie ma czym się chwalić, pozycji jest tyle, co kot napłakał. No ale niestety, życie jest nobelon, nie można mieć wszystkiego, a tym bardziej zbyt dużo czasu na animu. 


Od razu napomknę, że nie oglądam tylko i wyłącznie serii z aktualnego sezonu, co więcej, lubię odpalić czasem coś starszego, bo dlaczego by nie? Nie spodziewajcie się również niekończącej się listy, bo takowej nie zastaniecie. Może jestem zbyt wybredna, i większość serii po prostu po którymś epizodzie opuszczam, gdyż szkoda mi marnować czasu na coś, co kompletnie mi nie podchodzi :v



Ao no Exorcist

Yukio i Rin Okumura prowadzą spokojne życie, ucząc się i dorastając pod okiem przybranego ojca, będącego równocześnie kapłanem. Rin to chłopak żywiołowy, wesoły i bardzo sprawny fizycznie, przy czym niezbyt rozgarnięty, zaś Yukio - jego zupełne przeciwieństwo. Chłopcy nie znają swoich prawdziwych rodziców, jednak nie stanowi to dla nich większego problemu - przynajmniej do dnia, w którym Rin dowiaduje się, że ich biologicznym ojcem jest sam władca Piekła, w anime zwanego Gehenną. Łatwo się domyślić, że ten fakt wprowadzi do życia bliźniaków ogromne zmiany i przysporzy nie lada kłopotów.


OPINIA
  Nie spodziewałam się, ale anime wciągnęło mnie już od samego początku. Nie wiem też czemu broniłam się rękami i nogami przed Niebieskim Egzorcystą, ale swego czasu był na to taki szał, że aż się prezraziłam i postanowiłam zapomnieć o tej serii. Niestety, albo i stety, co jakiś czas przypominała ona o sobie na różnych stronach. Koniec końców postanowiłam, że sprawdzę zczym to się je i O BOŻĘ. Obejrzałam całość w 2 dni (codcinki cisnęłam srogo,  pozostawiając sobie raptem 3h snu przed pracą), a co lepsze, gdzieś tak w połowie seansu przyłączył się mój partner i jemu również bardzo się spodobało. 


  Fabuła jest bardzo ciekawa, nie ma tu niepotrzebnych scen walk, zbytniego przeciągania i wyskakiwania milionów potworów na każdym kroku, jak to w większości shounenów bywa. O dziwo, nie zdarzyło się też, aby którakolwiek z postaci mnie irytowała, a o to bardzo trudno, bo przeważnie zawsze pojawia się chociaż jeden bakayaro. Całość jest bardzo dynamiczna, aczkolwiek nie miałam  problemów z nadążeniem za tym, co dzieje się na ekranie. W zasadzie mogłabym wymieniać same plusy, ale... NO ALE. Jest jedna rzecz, której mocno nie trawię, tj. wrzucanie wstawek 3D w formę 2D. Tak jak nie potrafiłam znieść transformacji w Sailor Moon Crystal, tak nie mogłam zdzierżyć wizualizacji Bramy Gehenny. Psuła mi ona jakość obrazu niesamowicie. Ja rozumiem, że może miało być strasznie, że może efekty, ale kurcze... Tak bardzo się zawiodłam, że aż serce mnie boli xD
Anyway, polecam gorąco: 8,5/10.

Akatsuki no Yona

Świat wschodniego fantasy. W Królestwie Kouka czerwonowłosa księżniczka Yona wiedzie dworski żywot pozbawiony trosk. Pewnego nieszczęśliwego dnia na skutek pałacowej intrygi jej ojciec – cesarz IL – zostaje zamordowany, a księżniczka jest zmuszona do ucieczki. Razem z wiernym ochroniarzem Hakiem opuszcza pałac, by zbiec oprawcom. Po tych ciężkich przeżyciach postanawia odnaleźć potężnych sprzymierzeńców i przywrócić w królestwie dawny porządek.


OPINIA
  Patrząc na plakat wydawało mi się, że będzie to kolejna haremówka, w której głupiutka księżniczka będzie broniona przez super przystojniaków. Ale ne-e. Znaczy się, z początku nasza Yona jest nic o życiu nie wiedzącą księżniczką zamkniętą za murami zamku. Rozpieszczona, krzykliwa, od dziecka zakochana w (nospoilers, sorry)...Panu X. xD Niestety, w dzień jej urodzin dochodzi do morderstwa jej ojca, czego sama jest świadkiem. Aby uniknąć smierci ucieka z jej osobistym ochroniarzem, Hakiem, który, z tego co dało się zauważyć, darzy naszą czerwonowłosą uczuciem, jednakże przez całą serię nie chce się do tego przyznać i nie potrafi wyznać ukochanej jak wiele dla niego znaczy. Nie rozumiem też jak ślepa była Yona, aby tego nie zauważyć. Żeby tego było mało, przez całą swą podróż rozpamiętywała ukochanego, któy niesamowicie ją skrzywdził. Oczywiście wszystkie swe miłosne narzekania wylewała nikomu innemu, jak naszemu oficerowi, Hakowi. Huh. Smutałkę. Jeśli miałabym być na jego miejscu, to chyba dostałabym depresji. Ale dziś nie o tym. Yona, poznając pewnego kapłana dowiaduje się, że aby zapobiec kolejnemu rozlewu krwi, musi odnaleźć czterech smoków i przekonać ich, aby jej pomogli. Oczywiście, to nie okazuje się takie łatwe (chociaż ostatni dragon odnalazł się sam... a jednak jest spoiler :v). Każdy z nich jest inny i na swój sposób wyjątkowy. W międzyczasie więc poznajemu co raz to nowsze postacie i historie z nimi związane. Motyw pięciu smoków zostaje jednak niewytłumaczony. Otóż legenda głosi, że czerwony smok pokochał ludzi i postanowił zostać człowiekiem. Bóstwa zesłały więc czterech smoków, które miały za zadanie chronić tego pierwszego. Któregoś jednak dnia zasnął (niby na wieki), a reszta jego kompanów rozproszyła się po całym świecie, oczekując jego przyjścia. No własnie. Przez całą serię dostajemy przesłanki, że to Yona jest kolejnym wcieleniem czerwonego smoka. Nie dość, że posiada charakterystyczne czerwone włosy (u nikogo wcześniej nie występujące), to w dodatku wzbudza w smokach pradawną siłę, której nie mogą się oprzec, a wewnętrzny głos każe im być jej posłusznymi. Koniec końców nie dostajemy żadnej finałowej walki i zostajemy bez jakiegokolwiek wyjaśnienia. Kim tak naprawdę jest Yona? Śmiem rzec, że twórci zostawili sobie otwartą furtkę do kolejnego sezonu i mam nadzieję, że tak też się stanie, bo zbyt wiele wątków zostało przerwanych i niedopowiedzianych.

Całość jest w porządku. Z lekką dozą humoru. Akcja jakoś się nie dłuży, bohaterowie są normalni, a nasza znienawidzona wcześniej księżniczka przechodzi metamorfozę, i całe szczęście, bo inaczej nie dałoby się tego oglądać. Zarówno postacie i tła okraszone są wyrazistymi kolorami, ale nie jakoś nachalnie, raczej przyjemnie dla oka. Sundtrack mnie nie powalił. Opening i ending w ogóle nie przypadł mi do gustu, dodatkowo zarówno w pierwszym jak i drugim openingu wykorzystali znaczną część tych samych scen, soł~ Nad samą charakterystyką osobistości przedstawionych w anime nie ma sensu jakoś specjalnie się rozwodzić. Twórcy nie zapewnili nam dogłębnego poznania ich, tworzenia jakichś... Sama nie wiem, wielorakich odczytów ich intencji czy pokazywania jak bardzo różnoracy są. Ale myslę, że nie jest to nic złego, gdyż na tego pokroju tytuł zabiegi te były po prostu nie potrzebne. 
Sceny walki również dawały radę. Nie zauważyłam zbytnich zgrzytów w animacji, i, odziwo, nie musialam przesuwac, gdy dochodziło do mordobicia.
Myślę, że nie miałam zbyt wygórowanych oczekiwań co do Akatsuki no Yona, więc w aden sposób nie mogłam się zawieść i seans po prostu mi się podobał. Ocena: 7/10


Gugure! Kokkuri-san

W popularną wśród nastolatek grę o nazwie „Kokkuri­‑san” postanawia zagrać mała dziewczynka o imieniu Kohina. W rezultacie przyzywa lisiego ducha, który – po wglądzie w osobowość i styl życia dziewczynki – postanawia się nią zaopiekować. Poza tym Kohina nazywa siebie lalką oraz nie wyraża żadnych uczuć, co nasz Kokkuri również stara się zmienić.




OPINIA
Jeśli szukacie czegoś lekkiego, odprężającego, z małą dozą humoru, to jest to tytuł, po który warto sięgnąć. Historia sama w sobie nie jest zbyt skomplikowana, bo przedstawia losy czwórki bohaterów, którzy muszą znosić siebie nawzajem podczas wspólnego zamieszkiwania. Sama nie wiem, czy to tylko parodia czy też parodia parodii, ale jakoś nie zbyt mi to przeszkadza. Dowcipy nie są jakoś specjalnie wymuszone, co niestety, w większości animców bardzo mi przeszkadza. Kohina to taka postać trochę bez wyrazu, która uwielbia zwierzątka i ponad życie kocha gorące kubki. Jest też dość naiwna, co wykorzystują niektórzy jej współlokatorzy. Naszą małą opiekuje się tytułowy Kokkuri, który ochrania ją niczym ojciec, wierząc ślepo, że w końcu uda mu się uratować Kohinę i sprawi, że dziewczynka przestanie myśleć o sobie jak o lalce. Poznajemy też Inugamiego, który również, jak nasz lis, jest duchem. Potrafi przybrać postać szczeniaczka, co perfidnie wykorzystuje, aby móc oddać się Kohinie. Wiecie, to taki fanboy, który nie cofnie się przed niczym, aby jego pani mogła go ukarać XD Do naszej paczki dołącza również Shigaraki, który jest nikim innym jak zwykłym oszustem, któremu tylko panienki w głowie.
Oczywiście, podczas seansu poznajemy jego drugą stronę, ale nie będe zdradzać Wam szczegółów, sami obejrzyjcie :) Oprócz paru pojawiających się też postaci oczarował mnie Yamamoto, który jest kosmitą, ale NIKT O TYM NIE WIE. Sceny z nim są po prostu epickie :D



No i oczywiście Kohina próbująca się uśmiechnąć...Całkowicie poległam, chyba nawet lubię ją bardziej niż Umaru-chan! 8'D

Całość oglądało mi się baaaaardzo przyjemnie. Sięgałam po tą serię po ciężkich dniach w pracy i bawiłam się przy niej wybitnie. Oceniam 8,5/10 ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤


Boku dake ga Inai Machi

  Satoru Fujinuma to typowy, nie mogący znaleźć etatu w zawodzie mangaka, który nie jest zbyt zadowolony ze swojego życia. Nie zbyt potrafi dogadać się z młodymi i, jak na swój wiek,jest trochę zgorzkniały. Ma jednak jedną ciekawą zdolność - samoczynnie przenosi się w czasie o parę minut do tyłu w momencie, gdy ma dojść do wypadku. Niestety, nie ma on wpływu na to kiedy i gdzie się przeniesie, co nie daje spokoju jego sumieniu. Poczucie winy sprawia, że nie potrafi zapomnieć on o tragedii zaistniałej za czasów jego dzieciństwa, w której to doszło do zamordowania koleżanki ze szkoły, Kayo Hinazuki. Pewnego razu los sprawia, że dochodzi do zabójstwa matki Satoru, a ona sam zostaje posądzony o jej zamordowanie. Chwilę później zostaje przeniesiony 15 lat wstecz, parę dni przed śmiercią Kayo. Satoru uświadamia sobie, że dostał drugą szansę i musi uratować koleżankę, aby zapobiec tragediom z przyszłości.

OPINIA


  Historia sama w sobie wydaje się dość prosta, i tak też jest w rzeczywistości. Twórcy jednak przedstawili ją w taki sposób, że ja, osobiście, nie mogłam oderwać wzroku od monitora. Wszystko, od kreacji bohaterów, poprzez muzykę, tła, kolorystykę sprawiało, że klimat był niepowtarzalny i potęgowany przez wymienione wcześniej czynniki. Pomimo, że fabuła jest w miarę przewidywalna, przedstawione wydarzenia wcale nie tracą na wartości. Motyw czasu przypomina ten ze Steins;Gate czy też Re:Zero, z tym, że ma tu takiego nacisku na same przeskoki. a bardziej na zachowanie głównego bohatera, jego działania i późniejsze tego skutki. Nie nastawiajcie się też na anime o kategorii detektywistycznej, nie jest to żaden Death Note, co nie zmienia faktu, że miło ogląda się jak nasz bohater krok po kroku zbliża się do odnalezienia prawdy.


Tytuł sam w sobie jest bardzo dobry i z czystym sumieniem mogę go polecić, według mnie dostaje 7,5/10. W sumie to zastanawiam się nad zrobieniem osobnego wpisu, ale no, wiecie, ten mój słomiany zapał :v

Ichi

1 komentarz:

  1. Z tej listy większość kojarzę, ale oglądałam tylko Aosia. :)

    OdpowiedzUsuń

Instagram