Toksyczne związki, czyli Kuzu no Honkai


  Jestem świeżo po seansie i staram się zebrać wszystkie myśli w całość. Emocje nadal nie opadły, więc całość tekstu może wydawać się ciut chaotyczna, za co bardzo przepraszam! Treść może zawierać śladowe ilości spoilerów, czytasz na własną odpowiedzialność.



Hanabi Yasuraoka i Mugi Awaya tworzą idealną parę – taką, jakie widuje się na okładkach magazynów. Oboje są inteligentni, atrakcyjni i bardzo popularni, a do tego świetnie się dogadują. Wydają się dla siebie stworzeni. Nikt nie wie jednak, że pod tą perfekcyjną fasadą ich relacja jest pusta i oparta na wzajemnym pocieszaniu się. W tym związku nie ma miłości, są oni tylko substytutami osób, w których są naprawdę zakochani. Obiekt uczuć Mugiego to jego dawna korepetytorka, Akane Minagawa, pracująca obecnie w ich szkole. Hanabi kocha Kanaia, którego zna od dziecka i który postrzega ją jako młodszą siostrę, a do tego również jest członkiem kadry pedagogicznej liceum, do którego dziewczyna uczęszcza.Bycie razem pozwala bohaterom poradzić sobie z uczuciem samotności i cierpieniem towarzyszącym nieodwzajemnionej miłości, ale taki układ nie może trwać wiecznie. 
opis: shinden.pl

  Tytuł sam w sobie dość specyficzny, trochę przypominający mi Bokura ga Ita, ze względu na zachowania poszczególnych bohaterów. Z początku może wydawać się lekkim szkolnym romansem, jednak  już po paru minutach zostajemy brutalnie sprowadzeni na ziemię, gdyż przed oczami mamy piękne, czerwone jabłko, które gnije od środka. Nie liczcie więc na szczęśliwe zakończenie, bo takowego nie dostaniecie. Nie uraczą Was również powielane wszędzie schematy, co jest oczywiście jednym z atutów tej serii.


B O H A T E R O W I E

                                      Hanabi Yasuraoka jest główną bohaterką, która szuka odpowiedniej drogi, aby odnaleźć siebie. Stara się zbytnio nie przejmować nieodwzajemnioną miłością, jednakże wypełniająca ją pustka, potrzeba akceptacji i rozumienia oraz poczucie czułości pchają ją w dość toksyczny "związek", z którego niby zdaje sobie sprawę od samego początku, ale nie do końca. Niby wie, że Mugi nie zastąpi jej Kanaia, ale... No właśnie. Jak wiele jest wstanie zrobić zrozpaczona osoba, aby móc umieć poradzić sobie z własnymi uczuciami i swego rodzaju porzuceniem tudzież samotnością? Najbardziej boli mnie fakt, że pomimo tych surrealistycznych zachowań i sytuacji, jest to równocześnie bardzo prawdziwe, co tylko potęguje doznania widza i skłania ku rozmyśleń. Sama nie wiem jak mam ocenić Yasuraokę. Momentami widziałam dziewczynę, którą nawet lubiłam z racji na jej olewczy sposób bycia. Innym razem ukazywana była jako puste naczynie, które aż prosi się o wypełnienie, dosłownie. Chęć dotyku i bliskości, również seksualnej sprawia, że błędne koło się zamyka, gdyż próbując uciec od raniących ją uczuć, oddaje się w wir namiętności, który tak naprawdę nie prowadzi do niczego dobrego, jak myślenie o sobie w dość niegodziwy sposób.



                                      Mugi Awaya to taki typek, któremu racjonalne myślenie przysłania chęć chędożenia. Chociaż, jakby tak się bliżej przyjrzeć, to raczej było mu wszystko jedno z kim sypia, byleby nie myśleć o ukochanej mu Akane, z którą i tak nie mógł być. Wątek podobny jak u Hanabi, ale ten schemat powtarza się u większości naszych bohaterów. Muszę się przyznać, że z początku nawet go polubiłam, ale z każdym kolejnym "skokiem w bok" sympatia znacząco malała. Biorę jednak pod uwagę fakt, że to zwykły nastolatek próbujący radzić sobie na własny sposób z emocjami, których nie może przekazać osobie, którą darzy największym uczuciem, czyli miłością. 


                             Sanae Ebato jest koleżanką Yaruaoki, w której czerwonowłosa potajemnie ulokowała swe miłostki. Jest ona jedną z najcieplejszych postaci w całej serii i, szczerze, było mi jej cholernie żal, gdy po takiej walce została porzucona. Ba, żeby było mało, najpierw wykorzystana, a później pozostawiona sama sobie. Niestety, nie mam dobrej wieści, gdyż zrobiła to na własne życzenie, godząc się na układ seks-przyjaciółki. Od początku do niemalże samego końca łudziła się, że zmieni Hanabi i sprawi, że ta ją pokocha. Nie pomogła przyjaźń ani bezgraniczne oddanie, nie pomogły też intymne uniesienia, które pomimo małej dawki spełnienia, pozostawiły po sobie więcej bólu i cierpienia niż można się było tego spodziewać.
Koniec końców, w ostatnim epizodzie możemy zobaczyć odmienioną Sanae, której metamorfoza (obcięcie włosów z długich na krótkie) mogła oznaczać pogodzenie się z losem, zaakceptowaniem sytuacji, w której się znalazła i w jakiś sposób uporaniem się z tą toksyczną dla niej relacją. Co nie zmienia faktu, że Yasuraoka nadal jest dla niej kimś ważnym.
Każda z postaci zmaga się z problemem nieodwzajemnionej miłości i stara się sobie radzić jakoś z tym faktem. Jedni robią to lepiej,drudzy gorzej. Cóż, nie da się ukryć, że twórcy w dość oczywisty sposób przedstawili nam trudne relacje międzyludzkie. 



                                      Akane Minagawa, toż to babsztyl z piekła rodem! Wyglądająca na skromną i ułożoną kobietę, ale... E,e, nie należy oceniać książki po okładce! Jakiż mylny był mój osąd na jej temat po pierwszych episodach. Z czasem jednak wyszło szydło z worka i to, co nasza femme fatale zaczęła pokazywać później wołało o pomstę do nieba. Od momentu ujrzenia jej prawdziwej postaci do samego końca darzyłam ją wielką antypatią, była zdecydowanie największym badassem całej serii. Niszczyła wszystko, co stało na jej drodze. Nie miała ku temu jakichś większych pobudek, chciała jedynie zapełnić nudę w jej monotonnym życiu. Stąd też niezliczona ilość romansów, chęć zniszczenia drugiej osoby, aby pokazać, że jest się lepszym. Jak sama twierdziła, czuła się wspaniale, gdy mężczyźni zwracali na nią uwagę. Mogła bawić się nimi jak zabawkami, które nic dla niej nie znaczą, co koniec końców i ją samą zaczęło nużyć. Po poznaniu Kanaia zaczęła zastanawiać się, dlaczego on tak bardzo ją kocha i akceptuje jej rozwiązły sposób bycia.  Krok po kroku Narumi otwierał ją na uczucia, co pozwoliło dostrzec jej jak wspaniale jest być kochanym i jak ekscytująca jest miłość cielesna z kimś, do kogo coś się czuję. Nie uważam, aby przeszła jakąś wspaniałą metamorfozę, ale nie od razu Rzym zbudowano i, być może, ten impuls wystarczył, aby dostrzegła w życiu coś więcej niż chęć zaspokajania popędu seksualnego i nadmuchiwania tym sobie swego ego.




                                      Kanai Narumi, postać, która była najbardziej normalna ze wszystkich wymienionych wyżej bohaterów. Nieśmiały nauczyciel, który zakochał się w Akane i koniec końców poprosił ją o rękę. Wydaje się, że jako jedyny myślał trzeźwo i logicznie, a do tego za nic w świecie nie chciał skrzywdzić swej przybranej młodszej siostry, Yasuraoki, która to wyznała mu swe uczucia względem niego. Nie do końca jednak mogę zrozumieć, czym nasz okularnik się kierował, zostając przy ukochanej. Ja wiem, że miłości wiele się wybacza, ale dla mnie, osobiście, byłoby to zdecydowanie za dużo. Z drugiej strony, jak silny wewnętrznie musi być, że zaakceptował wszelakie zdrady i wszystkie wady Akane. 


Jeżeli nadal nie ogarniacie relacji między bohaterami, to poniżej znajduje się obrazek ilustrujący zawiły schemat uczuć. xD

G R A F I K A
  Nooo, muszę przyznać, że twórcy naprawdę mają czym się pochwalić. Bardzo lubię tego typu kreskę, delikatną i jednocześnie wyrazistą. Kolorystyka dodatkowo dopełniała całość, którą nie da się nie zachwycać. Oczywiście, nie jest to Tales of Zestrilia the X, ale sami popatrzcie na te tła. Czyż nie są one piękne? A postacie... I w szczególności oczy, które całkowicie mnie zahipnotyzowały!


M U Z Y K A
  Nie mam żadnych zastrzeżeń co do ścieżki dźwiękowej. Jest całkowicie lekka i swego rodzaju subtelna, ale podbijająca pewne ważne wydarzenia w serii. Warto również wspomnieć o wspaniałym endingu, w którym śpiewa Sayuri, a ja bardzo lubię jej Mikazuki ❤❤ Opening sam w sobie mnie nie zachwycił, ale zwalam to na typ piosenek, które nie zbyt mi podchodzą :v


P R O B L E M A T Y K A
  Próba wyrażenia siebie poprzez emocje, chęć akceptacji, bliskości czy też uczucie cierpienia to najistotniejsze punkty tego tytułu. Nasi bohaterowie jak jeden mąż decydują się na toksyczne relację, zawierając swoiste "bezpieczne" pakty, które pozwalają im sypiać ze sobą bez zobowiązań. Ma to oczywiście zaprowadzić do zapomnienia o nieszczęśliwej miłości i poczuciu odrzucenia. Niestety, całość tworzy błędne koło, gdyż każde z nich chcąc ratować siebie, zapomina czym tak naprawdę jest miłość i jakie konsekwencje wiążą się z ich czynami. Trochę to przerażające, że w jakiś sposób oddaje to naturę człowieka oraz czasów, w których aktualnie żyjemy. 


S C E N Y  Ł Ó Ż K O W E
  Takowych trochę było, ale nie spodziewajcie się żadnego wysypów męskich członków czy też wyskakujących ze stanika piersi. Całość ukazana została dosadnie, aczkolwiek subtelnie, co nie powinno jakoś specjalnie gorszyć widza. Przyzwyczajamy się również do namiętnych scen pocałunków, które przeszły na porządek dzienny. Oprócz typowych relacji damsko-męskich znajdziecie tutaj również wątek yuri pomiędzy Yasuraką a Sanae, nie zbyt nachalny, rzekłabym nawet, że bardzo przyjemny.




P O D S U M O W A N I E
  Całość zaskoczyła mnie bardzo na plus. Na tacy dostajemy ciekawą fabułę z zawiłym sześciokątem uczuć, owianą nie tylko wspaniałą grafiką i kreską, ale również ciekawymi postaciami, nad których motywami trzeba się dobrze zastanowić. Dodatkowo Kuzu no Honkai nie przebiera w słowach, nie ma tu nic na siłę ani niczego na pokaz. Wszystko jest tak rzeczywiste, że aż momentami boli. Przyznam się szczerze, że po obejrzeniu ostatniego odcinka poczułam swego rodzaju ulgę, że nie muszę dłużej borykać się z problemami bohaterów, którzy nie raz sprawiali, że po prostu nie wiedziałam co myśleć i w jaki sposób zinterpretować ich czyny. Jeżeli szukacie typowego romansu szkolnego, to możecie się srogo zawieźć, gdyż dostaniecie naprawdę dobry dramat, momentami przypominający Bokura ga Ita czy też Nana, a i poruszający tematy, o których niezbyt wiele się mówi.
Całość oceniam 8/10 i gorąco polecam.

Jeżeli chcecie przeczytać treściwą i konkretną recenzję na temat tego tytułu, to zapraszam do My Opinion! 

Ichi

2 komentarze:

  1. Co konkretnie w tym anime przypominało Ci Bokura ga ita? Bo jak się nad tym dłużej tym zastanowię, to przychodzi mi do głowy tylko to, że Mugi był odrobinę podobny do Yano - a zwłaszcza jego podejście do spraw łóżkowych. Poza tym Kuzu no Honkai trochę mnie "poryło" i byłam ciekawa przeczytania czyjejś opinii ^^. Na pewno trzeba przyznać, że kreska jest prześliczna, ale dla mnie anime było gorsze niż się spodziewałam. Za bardzo postawili na erotyzm i sceny łóżkowe niż faktyczną fabułę. Przecież tutaj prawie każdy to robił z każdym. Eh, trochę to chaotycznie napisałam, może pokuszę się o napisanie własnej recenzji i ci tutaj, jeśli to nie problem, podlinkuję :D.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodziło! Jedynie osoba oglądając obydwie serie wylapie to podobienstwo :D
      Jak juz pisalam, chorym ukladom nie bylo konca, stad te wszystkie sceny łóżko, choć faktycznie, w pewnym momencie było ich po prostu za dużo. Ale chyba właśnie o to chodzi, aby zwrocic uwagę widza na problem.

      Jasne, pisz własną recenzje i podlinkuj, ja się nie pogniewam, a wręcz przeciwnie! :3

      Usuń

Instagram