좋은 날, czyli One Sunny Day


  Od czasu do czasu, w przerwach między oglądaniem różnych serii animu, lubię odpalić sobie jakąś dramę, w której widnieje człowiek (o rany, a to coś nowego! XD). Dziś, leżąc w łóżku stwierdziłam, że pasowałoby znowu popatrzeć na jakieś ludzkie twarze, a jeżeli o nich mowa, to warto, aby było czym nacieszyć oko. Padło więc na seriale koreańskie. W poszukiwaniu nowego tytułu natknęłam się na krótką web dramę One Sunny Day i pomyślałam, że chyba warto obejrzeć. Czy aby na pewno?


Główną postacią jest Ji Ho (So Ji Sub), który dostaje firmowe zlecenie, aby wybrać się na wyspę Jeju w celu znalezienia idealnego miejsca na zorganizowanie festiwalu muzycznego. Pech chciał, że w czasie swojej podróży zostaje okradziony już pierwszej nocy w hostelu, w którym znalazł miejsce. Składając zeznania na policji poznaję kobietę (Kim Ji Won), której dziwnym trafem przytrafiło się to samo. Razem postanawiają połączyć swoje siły i przetrwać w tym trudnym i niezręcznym dla nich momencie. Jak potoczą się losy bohaterów?

  Tytuł ten, jak już wcześniej wspomniałam, jest krótką web dramą, która została wyemitowana jedynie w Tajlandii dla kanału LINE TV. Odcinki liczą sobie średnio po 15 minut każdy, a jest ich zaledwie 10. Nie będę ukrywać, że do obejrzenia skłonił mnie nikt inny, jak So Ji Sub, którego pokochałam po takich produkcjach jak ,,Oh, my Venus" czy ,,The Master's Sun''. Niestety, nawet jemu nie udało uratować się tego przedsięwzięcia. 

  Historia sama w sobie opowiada dwójkę bohaterów, którzy przeżyli duży zawód miłosny. Obydwoje też, z własnych powodów, lądują na wyspie Jeju. A musicie wiedzieć, że nie jest to byle jaka wyspa, bo to właśnie tutaj ludzie poznają swoje prawdziwe połówki i zakochują się w sobie. Brzmi banalnie i kiczowato? Nie mogło być inaczej. Nasza para oczywiście spotyka się już wcześniej, mijając się na dworcu i podróżując busem. Pojawili się również w tym samym hostelu, jednak nigdy na siebie nie wpadli. Do czasu, oczywiście. Po przespanej nocy okazuje się, że każde z nich zostało obrabowane, ale ale! Żeby było śmieszniej, facetowi ginie wszystko oprócz telefonu, kobiecie zaś zostaje torebka w pieniędzmi. Jak już pisałam w opisie, postanawiają udać się na komisariat policji, a następnie, poznawszy siebie, połączyć siły. Dokonują swego rodzaju interes, w zamian za użyczanie telefonu, nasza bohaterka będzie stawiać obiad Ji Ho. I tutaj się zaczyna, a raczej kończy całkowita ekscytacja. W międzyczasie pojawia się również tajemniczy mężczyzna, który pod różnymi postaciami próbuje połączyć swoje młodych ludzi. Raz widzimy go jako kierowcę taksówki, po czym przeobraża się w funkcjonariusza policji, sklepikarza, florystę, a na samym końcu w fotografa. Nie jestem pewna, czy nie umknął mi ten moment, ale wydaje mi się, że to również on stoi za kradzieżą zagubionych rzeczy. Dalsze losy naszej dwójki nie są zbyt ciekawe. Wynajmują pokoje w motelu starszej pani, która również stara się dać im do zrozumienia, że powinni być ze sobą. Jak tak o tym pomyśleć, to wydaję się to trochę creepy, jakby jakaś sekta stanowiła władzę w tej miejscowości xD On szuka idealnych miejsc do festiwalu, ona ogarnia atrakcje turystyczne dla Chińczyków, gdzieś tam w wolnym czasie razem udają się na spacer po lesie, na żarełko, znowu spacer, tyle że po mieście, potem jakiś wypad na skuterze. Każde z nich zaczyna co raz częściej myśleć o drugiej osobie, ale tak naprawdę nie robią nic w kierunku nowego uczucia. I tak przez 8 odcinków, aż w końcu muszę wracać do normalnego życia. Żadnych wizytówek, wymiany numerów, adresów czy chociażby poznania swych własnych imion. ALE. Przecież to nie mogło się tak skończyć. Któregoś dnia, tak zupełnie przypadkowo, natrafiają na siebie. Niestety, dochodzi do małego nieporozumienia. On mówi coś, czego nie chciał. Ona odbiera to zupełnie inaczej. Łzy leją się litrami, co za plot twist, a trwał on zaledwie 2 minuty! Pełna emocji gra aktorów sprawia, że chcę skończyć ten seans jak najszybciej, aby móc pozbierać się po takiej dawce adrenaliny. Koniec końców wszystko się wyjaśnia, a oni żyli długo i szczęśliwie. Nieprawdopodobne? A jednak xD

  Postacie... Cóż. Dobór aktorów nie jest zły, bo zarówno cenie sobie So Ji Suba jak i Kim Ji Won. Obydwoje są dobrzy w tym, co robią, ale tutaj, uch, sama nie wiem. Wszystko było takie sztuczne, drętwe. Postacie same w sobie jakieś takie płytkie, nijakie, bez polotu. Tego chyba nikt nie mógł uratować, naprawdę xD W sumie to nie wiem czy jest mi teraz z tego powodu przykro, czy raczej przepełnia mnie swego rodzaju rozgoryczenie które sprawia, że chce mi się śmiać.

Muzyka. Może wstyd się przyznać, ale teraz jak o tym myślę, to nie przykuła ona w żaden sposób mojej uwagi, jakby jej tam w ogóle nie było xD Wleciała jednym uchem, a wyleciała drugim, nie pozostawiając po sobie ani śladu. ups! 



O, a  to jest idealny, końcowy zresztą fragment, który dla mnie, rewelacyjnie opisuje całość tego tytułu. Szczerze? Nie porwało mnie i raczej nie będę polecać nikomu tej produkcji. O ile lubię webdramy, bo są krótkie i często treściwe, tak tutaj... Nie wiem na co komu to było xD 

A Wy, lubicie webdramy? Oglądaliście jakąś? Jeżeli tak, to dzielcie się tytułami, chętnie zapoznam się z czym nowym :) I oczywiście dajcie znać co sądzicie o wyżej wymienionym tworze xD A teraz, trzymajcie się, cześć! (◍•ᴗ•◍)

Ichi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram