10 zachowań, które denerwują mnie u klientów

    Do wpisu zmotywował mnie post u Karoliny. Czytając go, zaczęłam myśleć o postawach i zachowaniach klientów chodzących do sklepów, sieciówek czy też zwykłych marketów. Powstała więc pełna lista, którą zamierzam Wam przedstawić. Rozmyślam już nad kolejną tego typu notką, tyle że o troszkę innej tematyce. Zobaczymy jak ta się przyjmie~!




Od razu ostrzegam przed ogromem tekstu, który może wydać Ci się nudny. Czytasz na własną odpowiedzialność. Za wszelakie szkody nie biorę odpowiedzialności! :D



JESTEM KLIENTEM, MI SIĘ NALEŻY
    Każdy z nas zapewne napotkał na swojej drodze schamiałego buca, który twierdził, że przychodząc do sklepu należy mu się wszystko, w końcu klient nasz pan, nieprawdaż? Nie raz spotkałam się z zachowaniem, kiedy dany asortyment kończył się, a dana osoba wymuszała na pracowniku dany przedmiot, którego najzwyczajniej w świecie na hali nie ma. I co ta biedny pracownik ma począć? Kłócić się nie może, denerwować również. Takiemu nie przegadasz. Ma być i już, choćby z kosmosu! 

NIECH PANI OTWORZY DRUGĄ KASĘ
    Przychodzi popołudnie tudzież sobota, czyli czas, w którym ludzie zbierają się na zakupy. Domyślić się można, że panują wtedy tłumy. I jasne, gdy tylko liczba osób przy kasach się zwiększa, otwierają się nowe, aby zmniejszyć kolejki. ALE. Zawsze znajdzie się chociażby jeden człek, dla którego 2 osoby przed nim to kolejki 10cio metrowe. Żądają otwarcia kolejnej kasy, bo, i tutaj pada znowu argument pierwszy, jestem klientem, mi się należy

Zdarza się też tak, że nękany jest pracownik, który znajduje się najbliżej kasy, aby podszedł i skasował daną grupkę osób. Stawiając się na miejscu pracownika, zastanawiam się, czy nikomu nie przyjdzie do głowy, że:
a) ja też mam swoje obowiązki do wykonania i nie mogę tylko i wyłącznie siedzieć na kasie i zbijać bąki
b) nie jestem zalogowany na kasie, więc logicznie rozumując, nie jestem wstanie nikogo obsłużyć
c) patrząc na punkt b, nie mogę przez to siedzieć na cudzej kasie dysponując cudzą kasetką
d) mam przerwę, chcę odpocząć, a nie zapieprzać, bo jednej osobie się nie chciało stanąć w kolejce

DNI WOLNE ORAZ ŚWIĘTA
    Czy aż tak bardzo dziwne jest, że w święta sklepy są pozamykane? Krew mi w żyłach buzuję kiedy słyszę rozmowy, podczas których personelowi sklepu dostaję się za to, że, dajmy na to, w Boże Ciało jest zamknięte, a Starszy Pan przecież chce kupić sobie świeży chlebek. Wszyscy chcą mieć wolne. Oczywiście, to nie dotyczy załogi marketu. Przecież to nie ludzie. Po co im wolne, skoro mogą harować 24/7 dni w tygodniu?

ROZNOSZENIE TOWARU PO CAŁYM SKLEPIE
    Nic chyba nie denerwuje mnie bardziej niż fakt, że jedną rzecz można znaleźć w sześciu miejscach. Po co odłożyć produkt na miejsce, skoro można rzucić go byle gdzie? 

PANI SOBIE TO ODNIESIE
    Myliłam się, wcześniejsze zachowanie faktycznie diabelsko mnie irytuje, ale to, to już totalny brak szacunku dla pracownika. O co chodzi? Ja rozumiem, że ktoś może nie pamiętać, gdzie co się znajdowało. Okej. Nic w tym złego. Ale nie toleruję zachowania, kiedy ktoś bezczelnie będąc przy kasie oddaje osiem rzeczy, gdyż "Aa, jednak się rozmyśliłem. Nie biorę tego. Niech sobie to Pani odniesie", mówi z wyrzutem. I wyobraź Ty sobie, że co 2/3 osoba tak robi. Zdajesz sobie sprawę, ile takich przedmiotów się uzbiera w ciągu godziny, nie mówiąc o całym dniu? I weź tu potem lataj po całym budynku. Nie daj boże jak coś waży 10 kg.

JUŻ ZAMKNIĘTE? ALE CO MNIE TO OBCHODZI, JA CHCĘ ZROBIĆ ZAKUPY
    Sama nie potrafię spamiętać dokładnej godziny zamknięcia wielu sklepów, ale nie pcham się na siłę do środka, gdy zamykają. Co gorsza, nie nastawiam się na duże i długie zakupy 5 minut przed zamknięciem. Czy tak trudno zrozumieć, że każdy po całym dniu chcę iść do domu? Rozbrajają mnie jednostki, które w momencie proszenia do kasy totalnie to olewają i, jak gdyby nigdy nic, spacerują po hallu i wymagają więcej czasu. Według mnie? Kolejny okaz braku szacunku dla pracownika. PRZECIEŻ PO TEN PROSZEK MOŻESZ PRZYJŚĆ Z SAMEGO RANA. NIC CI SIĘ NIE STANIE. I dochodzi do momentu, w którym zachowanie to się powiela, bo przecież gdy tylko ktoś zobaczy, że dana osoba tak postępuje, to dlaczego jej nie wolno? Znowu można zaserwować tu punkt pierwszy.

NIECH MI PANI PODA KONKRETNĄ CENĘ
    Zawsze znajdzie się przedmiot, który jest nieometkowany i nie posiada cenówki. Jak więc mam sprawdzić ile tak naprawdę kosztuję? Tu Was zaskoczę! Jest takie coś jak czytnik, który po zeskanowaniu kodu pokazuję nam koszt danej rzeczy. Tadaaa! Gorzej jednak, kiedy takiego skanera dana placówka nie posiada. Najlepiej podejść do kasy i faktycznie poprosić kasjera o sprawdzenie, nie ma jednak co wymagać, aby pracownik znał na pamięć wszystkie ceny. Cały asortyment to dość dużo, czasem po prostu człowiek nie jest wstanie wszystkiego spamiętać, tym bardziej, kiedy te ceny co jakiś czas się zmieniają. Czego więc się czepiam? Tego, że gdy ktoś pyta, a pracownik odpowiada, że pod/nad artykułem ma Pani cenówkę, ten odpowiada "Ale mnie to nie obchodzi. Nie chcę mi się sprawdzać i czytać. MA MI PAN POWIEDZIEĆ". 

WSZYSTKO TAM JEST ROZERWANE. MACIE TUTAJ JEDEN, WIELKI SYF!
    Pytanie tylko, kto ten syf zrobił? Jakoś nie zauważyłam, aby personel rozładowując asortyment rzucał wszystko jak popadnie. Rozrywał opakowania, brudził ubrania, przepakowywał, sam sobie kompletował zestawy i robił totalny sagan. Misz masz wszystkiego. Przed oczami ukazują mi się filmiki z Lidla, kiedy to ludzie przy otwarciu zabijali się, aby tylko dostać się do środka jak najszybciej, bo nowe rzeczy, nowe rzeczy! Ach, no i  ta przezabawna scenka z karpiami. Widzieliście? Jeżeli nie, polecam obejrzeć, o tutaj! Po co robić z siebie bydło?


BIEGNIJ! BIEGNIJ ILE SIŁ W NOGACH!

Kontynuacja punktu wcześniejszego.
W końcu dziś wystawili nowy towar, musisz być pierwszy! Musisz trafić na najlepsze okazje, zanim inni to zrobią! I do tego wykupić prawie wszystko! Nikt nie może mieć tego, co Ty! Uważaj tylko, aby się przy tym nie przewrócić. Już widziałam takie sytuacje. I tu zachodzi kwestia, śmiać się czy płakać? Ciężko wybrać.


JESTEM PONAD TOBĄ, MARNY PRACOWNIKU
,,Jesteś nic nie warty, mały pracowniku. Powiedz mi, co Ty w ogóle osiągnąłeś? Wylądowałeś tutaj, nic sobą nie reprezentując. Jesteś gorszy. To ja Ci płacę. Masz mi okazać szacunek, robalu, zrozumiano?". Czy to naprawdę taka gorsząca i poniżająca praca? Co o tym świadczy? Kto daje nam prawo tak traktować i oceniać innych? Bo nie rozumiem :v


Pragnę zaznaczyć, że praca w handlu to trudna praca. Nigdy nie wiadomo na jakie osoby się trafi. Jedni potrafią być przemili, drudzy... No cóż. ALE. To nie tak, że bronię pracowników, po prostu ludzie, którzy przejawiają takie zachowania utrudniają życie nie tylko sobie, ale i innym. Zastanawiam się, czy to tylko po to, aby się czegokolwiek uczepić? Warto też wspomnieć, że zdarza się taki personel, gdzie bogu winny klient pytający o cokolwiek zostaje zbyty, bo komuś się pracować nie chcę. Bo ktoś woli porozmawiać z koleżanką. Każdy kij ma dwa końce.

Ichi

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Instagram