[RECENZJA MANGI] Strażniczka Orelianu

  Żeby blog jakoś funkcjonował, a przychodzi mu to z trudnością, postanowiłam w końcu się zebrać i napisać parę zdań o mandze, która nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Nie jestem fanką negatywnych recenzji, więc postaram się pisać dość obiektywnie, choć prawdopodobnie nie ustrzegę się przed paroma subiektywnymi opiniami. Dziś na dywanik biorę sobie ,,Strażniczkę Orelianu" - jak sobie poradziła?

                                  M E T R Y C Z K A                                  

Tytuł: Strażniczka Orelianu
Tytuł oryginalny: オルレリアンの騎士姫 (Aurelian no Kishi-hime | Orurerian no Kishihime)
Autor: Rin Kouduki
Ilość stron: 162
Ilość tomów: 1
Rok wydania: 2010, Japonia (2013, wydanie I, Gdańsk, Polska)
Wydawnictwo: Taiga
Tłumaczenie: Agnieszka Budzich
Cena okładkowa: 19,99 zł

Gatunek: romans
Tagi: świat alternatywny, księżniczki, książęta,Grupa docelowa: josei (nie dajcie się nabrać, tu powinno być napisane shoujo!)



Opis: ,,Życie księcia Orelianu jest zagrożone. Najbliższa rodzina knuje przeciw Rudilisowi spisek, by odebrać mu tron. W tym samym czasie bohaterska Aira zostaje wybrana na osobistą strażniczkę księcia. Musi walczyć nie tylko z wrogami Rudiego, ale także z uczuciem, jakim zaczyna go darzyć...".


Taki opis podaje manga. Dość spoilerujący, biorąc pod uwagę jego niewielki format. I jakiś taki, nie wiem, mało zachęcający? Najciekawsze jest to, że tytuł ten został zaklasyfikowany jako josei, czyli powinnam się idealnie wbić w ten target, jednak już podczas czytania zdałam sobie sprawę, że heloł, coś tu jest nie tak. Ale o tym nieco później. 



,,Strażniczka Orelianu" to jednotomówka, która wyszła spod rąk pani Rin Kouduki. Wydaje się ona nie być dość znana na naszym rynku, chociaż z tego co widzę, to miała ona jakiś udział w stworzeniu ,,Code Geass: Knight", więc kto wie. Manga posiada 162 strony wydane na papierze offsetowym. Ma miękką obwolutę ze skrzydełkami (z połyskiem), przedstawiającą śliczną, dziewczęcą grafikę. Po jej zdjęciu ukazuje nam się ten sam art, tyle że w tonacji biało-fioletowej (w sumie to powiedziałabym, że biało-szarej o zabarwieniu fioletowym). Gdzieś nawet widziałam zdjęcia, że niektórzy posiadali typowo biało-szarą okładkę, więc może zależy to od wydania.



Niestety, nie wiem czy widzicie, ale przez powiew wiatru, który wdał w pelerynę trochę ruchu, ma się wrażenie, jakby główny bohater był strasznie barczysty i jakiś taki... Przykokszony xD Może to jest tylko mój omam wzrokowy, ale w porównaniu do dziewczyny, nasz pan wychodzi dość topornie. Na szczęscie na tyle obwoluty nie ma już tego problemu, więc uznajmy, że o niczym takim nie było mowy.


                                             FABUŁA                                             


Mieszkająca w Orelianie nastoletnia Aira Welban cechuje się sporą odwagą i jest znana z pomocy innym. Któregoś dnia, ratując życie biednemu chłopcu, zostaje zauważona przez tajemniczego mężczyznę i wytypowana do dość niecodziennego zadania. Do jej domu zostaje przysłany oficjalny list informujący młodą damę o uhonorowaniu jej bohaterskiej postawy i mianowaniu na stanowisko osobistego strażnika Jego Wysokości księcia Rudilisa. Dziewczyna, z racji na jej rycerski status rodzinny, decyduje się podjąć to zadanie. Jednakże już na początku docierają do niej plotki, iż ten słynny książe, którego ma bronić, jest niewiarygodnym bawidomkiem i kobieciarzem. Niestety, protagonistka już podczas pierwszego spotkania z możnowładcą przekonuje się o tym na własnej skórze, stając się jego obiektem westchnięć. A żeby tego było mało, księciunio lubi wykradać się do wioski w przebraniu nie demaskującym jego pozycję w celach obserwacyjnych i po części trochę rozrywkowych, co przysparza dodatkowych probemów. Szybko jednak okazuje się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują. Rudi posiada bowiem drugie ja, które niechętnie okazuje innym, gdyż przedstawia ono kogoś bardziej wrażliwego i ciepłego. Jak na romans przystało, dzięki pięknej scenerii, miłym słówkom i lekkim przekomarzaniu się, główna bohaterka zaczyna co raz bardziej myśleć o swym pracodawcy i w końcu uzmysławia sobie, co tak naprawdę do niego czuję. Jak wiadomo jednak, życie nie może być zbyt łatwe i piękne. Na monarchę zastawione jest wiele intryg, w końcu to niezły kąsek posiadający dużą władzę, aż żal przejść obok takiego obojętnie. Na Airze więc spoczywa nie lada wyzwanie, aby nic złego nie mogło się wydarzyć.

                                        BOHATEROWIE                                        

  Cóż, ciężko mi opisywać postacie, gdyż tak naprawdę nie za wiele o nich wiemy. 
Na przykład taka Aira, jedyne informacje o niej to te, że jest nastolatką i mieszka w niewielkiej posiadłości wraz z ojcem i służką Narii, a jej rodzina posiada status rycerski. Jako, iż tata jest dość schorowany, musiała przejąc obowiązki rycerskie i po części stać się głową rodziny. Sama panienka Welban jest odważna, jak na bohatera przystało i walczy w obronie niewinnych. Niestety, jest również dość naiwna wierząc, że różnice w statusie między nią a Rudim nie będą sprawiały żadnego problemu, szczególnie w wysoko postawionym towarzystwie. Bardzo szybko zostaje sprowadzona na ziemię, dzięki czemu możemy ujrzeć w niej przemianę, może nie z dziewczynki w dojrzałą kobietę, ale w kogoś bardziej dorosłego, niż dotychczas. 

Rudi oczywiście jest playboyem, a przynajmniej tak zostaje przedstawiony. Z pewnością dużo w tym prawdy i zapewne zdążył przeżyc wiele przygód, które potwierdzają takie informacje, sam zresztą ich nie neguje. Oprócz tego, że jest niesamowicie przystojny i obejmie tron, jak już pisałam wcześniej, poznać go możemy z zupełnie innej strony, którą nie chętnie pokazuję, prawdopodobnie po to, aby nie zostać zranionym. Lecz jak wiecie, serce nie sługa, i otwiera się on na Airę na tyle, że sam jest tym mocno zdziwiony. Oczywiście już od samego początku stara się zrobić wszystko, aby zaplusować u naszej bohaterki, ta jednak twardo udaję, że jest niezłomna i wcale ją to nie rusza. W sumie to ,,udaję" to chyba nie zbyt dobre określenie, rzekłabym, że raczej ,,stara się udawać", ale jej to po prostu nie wychodzi.

Niestety, pomimo tego wszystkiego, postacie są tak płytkie jak panele podłogowe i choćbym nie wiem jak chciała, to nie jestem wstanie bardziej ich zanalizować. Cała historia jak i wachlarz osób, które się pojawiają przelatują przez tą historię jak po lodzie. 
Uczucie między dwójką głównych bohaterów jest również powierzchowne, co relacje Seby z Karyną czy też inną Dżesiką. Nie ma tu chemii, nie czuć tego czegoś, a przypominam, tytuł skierowany jest do dorosłych czytelniczek. Gdyby klasyfikował się jako shoujo, to bym to przebolała, ale kiedy widzę, że on jawnie przedstawia się jako josei, to nie, ja tego nie zniesem. Poza tym, jako czytelnik, nie potrafiłam się w żaden sposób do nikogo przywiązać choć w minimalnym stopniu, co dodatkowo odjęło mi satysfakcję podczas czytania.

                                             KRESKA                                             

Rin Kouduki ma bardzo ładną i dziewczęcą kreską, z fajnymi dziewczynkami i przystojnymi bishami. I pod tym względem nie mam się zupełnie do czego przyczepić. Ale, było parę rzeczy, które mi się nie zbyt podobały, tj. większość męskich postaci wyglądało tak samo. Nie ważne, czy był to Rudi, jego podwładny, ojciec Airy czy jakiś randomowy facet z ulicy - wszyscy mają tą samą twarz. Niektórym by to nie przeszkadzało i pewnie nawet nie zwróciliby na to uwagi, mnie jednak nie podoba się takie, jakby to ująć, robienie klonów.



Jak możecie zauważyć, został również wykorzystany inny, dość typowy zabieg, to jest postacie, które nic nie wnoszą oraz są tylko zwykłym tłem, nie posiadają twarzy. Mnie on osobiście nie przeszkadza i pozwala skupić się na tym, co istotne. Mangaczka smiało sięga również po rastry, nie tylko w tłach, więc nie dane nam będzie podziwiać komnaty pałacu czy jakichś innych krajobrazów. W ogóle cała manga wydaje mi się dość... Szara? W sensie, nie ma tu dużej ilości tuszu, i w zasadzie jedynymi czarnymi elementami są oczy, zakolanówki czy włosy głównej bohaterki (no okej, pod koniec faktycznie w paru miejscach jest czarne tło). Osobiście, bardzo lubię, gdy zastosowany mamy cały wachlarz szarości oraz tą upragnioną czerń, pod tym względem na przykład moje serce podbiło ,,X" Clampa. 


                                         PODSUMOWANIE                                

,,Strażniczka Orelianu" to typowe, jednotomowe shoujo (choć sama twierdzi inaczej i podaje się za ciut starszą josei), od którego nie ma sensu za wiele wymagać. Ma prostą i nieskomplikowaną fabułę, minimalny, choc przewidywalny plot twist, śliczną kreskę i... Nic poza tym. To tytuł idealny dla kogoś młodszego, jeżeli macie jakiegoś gołowąsa w rodzinie o płci damskiej, i chcielibyście go wprowadzić w świat mangi i anime, to na początek możecie sprawić mu coś takiego. Nie polecam tej lektury dziewczynkom starszym niż 10/13 lat, bo mogą po prostu tego nie kupić xD Uogólniając, nie jest tak źle, jak mogłoby być. Nie chcę jakoś super źle pisać o tej mandze, ale no, nie ukrywajmy, superlatyw to ja nie mam jakich podać xD Prawdopodobnie sprzedam ją równie szybko, co kupiłam razem z paroma innymi tytułami ^^'








Ichi

4 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się ogólny wygląd posta, ładnie komponuje się z motywem bloga i zdjęciami. ^^
    A manga nigdy mnie nie interesowała, takie tytuły nie są dla mnie i wydedukowałam to już po ilustracji z okładki. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, staram się ciągle coś udoskonalać :D
      Ja z ciekawości po prostu ją kupiłam i wiem, że muszę się jej równie szybko pozbyć. Nie miałam co do niej wiele oczekiwań, bo, umówmy się, nie mam już 12 lat, żebym się dała nabrać na te sztuczki xD"

      Usuń
  2. I przez takie tytuły Taiga umarła śmiercią naturalną :v.
    Kupiłam kiedyś tę mangę, bo to (o ile mnie pamięć nie myli) był jeden z pierwszych (albo i pierwszy) tytuł tego wydawnictwa. Szczerze, nawet po przeczytaniu opisu za cholerę nie pamiętam o czym to było :'). To tylko dowód, że jest zwyczajnie denny.

    W zasadzie to josei nie jest gatunkiem, a określeniem czytelnika, do którego dana manga jest kierowana (konkretniej w jakim magazynie była publikowana), stąd czasem takie durnoty wychodzą. Też bym w życiu nie przyporządkowała tego tytułu do "dojrzałego czytelnika", no ale cóż, skoro pojawiło się w takim magazynie to co zrobisz :P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi się ta manga podoba ze względu na kreskę i nawet myślałam żeby sobie ją kupić z tego powodu. Bo wydaje mi się, że nawet z tej okładki krzyczy, że jest typowym shoujo :D Choć przyznam, że lubię czasem takie typowe historyjki dla nastolatek :"D

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania wpisu, który Cię zainteresował (nawet anonimowo)!
Dziękuję za aktywność i do następnego!

Instagram